Tak, tak, tak post miał się pojawić dwa dni temu. Z czego wynika opóźnienie i mała ilość postów? Odpowiedz jest jedna SESJA. Właśnie w tym momencie wyobraźcie sobie zbliżenia na słowo "sejsa". Należę do osób, które są totalnie niezorganizowane i roztrzepane. Regularne uczenie nigdy mi nie wychodziło. Zwykle wszystko zostawiałam na ostatnią chwilę. W tym wypadku to był zły pomysł. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która tak zrobiła. W związku z tym moja sesja jeszcze się nie zakończyła. Być może mój zapał do jakiejkolwiek pracy wynika też z tego, że zawsze miałam więcej szczęścia niż przysłowiowego rozumu.
Ostatnie tygodnie były dla mnie dość wyjątkowe. Niektóre dni były strasznie pechowe,a niektóre nadmiernie szczęśliwe. W ostatnich dniach w kinach pojawiło się wiele filmów, które poprawią nastrój nawet po bardzo niefortunnym dniu. Dlatego wychodzę z założenia, że kino jest najlepszym pocieszaczem, przynajmniej w moim wypadku tak to działa.
W lutym jest taki jeden dzień specjalny dzień. Zdania na temat tego dnia są podzielone na te bardzo pozytywne jak i na te nasycone szczególną nienawiścią. Wiecie już jaki dzień mam na myśli? Tak, to WALENTYNKI. Szczerze przyznam, że nigdy nie przywiązywałam szczególnej wagi do tego święta. Mimo tego, że mój poprzedni związek trwał dość długo nigdy nie obchodziłam Walentynek. W tym roku udało mi się go spędzić dość wyjątkowo. Był to dość przełomowy dzień. W moim życiu? Być może, ale na pewno był wyjątkowy i zapadnie w mojej pamięci na długo.
Nie macie czasem wrażenia, że jest tak wiele rzeczy wokół was, a nie możecie zrobić nawet połowy przez brak czasu? Studia, fajna sprawa. Nowi znajomi, nowi znajomi i chyba nowi znajomi. Aktualnie widzę tylko tyle zalet. Może dlatego, że jest to dopiero pierwszy rok. Może później będzie inaczej. Aktualnie czuję się przytłoczona masą informacji, która prawdopodobnie nie przyda mi się w przyszłości, ale dajmy im szansę może początki są tylko takie... //Martyna
COKOLWIEK PAPLE
niedziela, 19 lutego 2017
niedziela, 8 stycznia 2017
Organizacja kosemtyków
Masz czasami wrażenie,że podstawowe kosmetyki gubią ci się w całej kolekcji.Mi czasami zdarza się rano kiedy jestem jeszcze zaspana wziąć nie ten podkład co trzeba, zamiast konturówki do ust wziąć kredę do oczu, tobie też? W takim razie jesteśmy w podobnej sytuacji.
Znalazłam pewne rozwiązanie które ułatwi życie i codzienny makijaż.
Jeśli trzymasz kosmetyki w pojemnikach to rozdzie je tak na jaką częstotliwość je używasz. Kosmetyki których używasz codziennie ułoż jednym pojemniku,a kosemtyki które są ci zbednę na codzień odłóż do innego pojemnika lub po prostu na półkę.
Wiele dziewczyn które oglądam na youtube uważają iż organizacja powinna być systematyczna,czyli: Fluidy w jednej przegródce, pomadki w drugiej itp. Zgadzam się z tym, ale tak jak pisałam wyżej to zda egzamin jeśli żadko tych rzeczy używam, bo szczerze powiedziawszy komu chciałoby się o 6 rano wstawać i po ciemku szukać fluidu który chcecie zaaplikować dzisiaj na swoją skórę, albo pomadki na którą macie dzisiaj ochotę. Uważam, że zaletą takiej organizacji kosmetyków jest zaoszczędzenie czasu, mam na myśli brak wyszukiwania potrzebnych produktów.
W moim pojemniku na codzienny makijaż znajdują się kilka pędzli: do brwi,do przeczesania brwi, do pudru, do cieni i do bronzera.Kosmetyki jakie mam tam zamieszczone to: 2 paletki cieni, jedna do wykonania dziennego makijazu oka, druga posiada w swoim zestawie dwa cienie które aplikuje na brwi. Do tego podkład, bronzer, kredka do oczu cielista, konturówka do ust,pomadki (czerwona, nude, bordowa), puder, tusz do rzęs, zalotka, róż w sztywcie,a i bym zapomniała- gąbka do makijażu.
Chyba wsztstko wymieniłam.Mój koszyczek wygląda tak:
Zabieram go zawsze rano gdy musze wykonać podstawowy makijaż.
Jak podoba wam się moja organizacja?
Uwierzcie przez brak szukania kosemtyków możemy zaoszczędzić nawet 10 minut cennego czasu co szczerze powiedziawszy może nam się przydać szczególnie rano, kiedy możemy sobie dłuzej pospać //Natalia.
Znalazłam pewne rozwiązanie które ułatwi życie i codzienny makijaż.
Jeśli trzymasz kosmetyki w pojemnikach to rozdzie je tak na jaką częstotliwość je używasz. Kosmetyki których używasz codziennie ułoż jednym pojemniku,a kosemtyki które są ci zbednę na codzień odłóż do innego pojemnika lub po prostu na półkę.
Wiele dziewczyn które oglądam na youtube uważają iż organizacja powinna być systematyczna,czyli: Fluidy w jednej przegródce, pomadki w drugiej itp. Zgadzam się z tym, ale tak jak pisałam wyżej to zda egzamin jeśli żadko tych rzeczy używam, bo szczerze powiedziawszy komu chciałoby się o 6 rano wstawać i po ciemku szukać fluidu który chcecie zaaplikować dzisiaj na swoją skórę, albo pomadki na którą macie dzisiaj ochotę. Uważam, że zaletą takiej organizacji kosmetyków jest zaoszczędzenie czasu, mam na myśli brak wyszukiwania potrzebnych produktów.
W moim pojemniku na codzienny makijaż znajdują się kilka pędzli: do brwi,do przeczesania brwi, do pudru, do cieni i do bronzera.Kosmetyki jakie mam tam zamieszczone to: 2 paletki cieni, jedna do wykonania dziennego makijazu oka, druga posiada w swoim zestawie dwa cienie które aplikuje na brwi. Do tego podkład, bronzer, kredka do oczu cielista, konturówka do ust,pomadki (czerwona, nude, bordowa), puder, tusz do rzęs, zalotka, róż w sztywcie,a i bym zapomniała- gąbka do makijażu.
Chyba wsztstko wymieniłam.Mój koszyczek wygląda tak:
Zabieram go zawsze rano gdy musze wykonać podstawowy makijaż.
Natomiast drugi koszyczek nieco większy ma składowisko wszystkich kosmetyków jakie posiadam. Od reszty paletek cieni po nieotworzone jeszcze akcesoria do makjiażu. Znajduje się w nim wszystko co w jakimś wyjątkowym momencie może mi się przydać, wiem natomiast, że nie wygląda on za estetycznie, ale cóż :)
Jak podoba wam się moja organizacja?
Uwierzcie przez brak szukania kosemtyków możemy zaoszczędzić nawet 10 minut cennego czasu co szczerze powiedziawszy może nam się przydać szczególnie rano, kiedy możemy sobie dłuzej pospać //Natalia.
poniedziałek, 2 stycznia 2017
#2 Wolnym okiem
Zaczął się 2017 rok, jak wyglądało wasze spędzanie sylwestrowego wieczoru? Szampańska zabawa, sylwester z TV, czy może kameralne spotkanie? Mój sylwester był raczej spontanicznym zbiegiem okoliczności, który będę dobrze wspominać.
Poprzedni rok minął bardzo szybko. Masa nowych ludzi, dużo stresu, podjęcie wielu ważnych decyzji, zawiązanie nowych przyjaźni jak i zadbanie o te stare i najtrwalsze.
W 2016 roku działo się naprawdę dużo. Biorąc pod uwagę to, że nie należę do najśmielszych osób w poprzednim roku poznałam masę cudownych ludzi, odnowiłam stare znajomości, razem z Natalią stworzyłyśmy tego bloga. Naprawdę bardzo cieszymy się, że tak spora liczba osób interesuje się tym blogiem i jest nam strasznie miło czytać wiadomości od was, w których pytacie się o nowe posty.
W poprzednim roku dowiedziałam się również czym jest tak naprawdę prawdziwa przyjaźń. Prawdziwy przyjaciel to naprawdę cenna osoba. Jest to osoba, która doskonale potrafi zrozumieć, możesz jej bezgranicznie zaufać, potrafi podnieść na duchu, nigdy nie zazdrości i zawsze wspiera. W moim podsumowaniu 2016 roku, życzę wam abyście mieli takiego przyjaciela, a jeśli już macie to dbajcie o tą przyjaźń tak bardzo jak tylko potraficie. Starajcie się też zawsze być sobą, aby ludzie których poznajecie polubili was za to jacy jesteście, a nie za to jacy chcielibyście być.
Już w tym tygodniu wybieram się na premierę filmu "Po prostu przyjaźń" w reżyserii Filipa Zylbera.
Oczywiście po seansie podsumuję film na blogu i dam wam znać czy naprawdę warto go zobaczyć.
Na dzisiejszy wieczór polecam jedną z moich ulubionych piosenek Franka Sinatry. //Martyna
niedziela, 11 grudnia 2016
Najlepsza i najszybsza regeneracja rzęs!
Stosowałam wiele różnorodnych odżywek do rzęs. Niestety nie należę do osób cierpliwych dlatego też, kiedy czytałam opinie o niektórych odżywkach i dowiadywałam się, że trzeba czekać cztery, pięć, a nawet sześć miesięcy. Wtedy po prostu zrezygnowałam. Inwestowałam w preparaty, które miały poprawić kondycję moich rzęs już po miesiącu od rozpoczęcia kuracji.
Niestety te "odżywki" nie działały. Postanowiłam skorzystać z przedłużania/zagęszczania... mam na myśli rzęsy metodą 1:1. Chciałam, aby wyglądały w miarę naturalnie. Efekt jak najbardziej był świetny. Podobało mi się. Po miesiącu zaczęły wypadać, zastanawiałam się nad uzupełnieniem, ale doszłam do wniosku, że poczekam do momentu kiedy wypadną i sprawdzę w jakiej kondycji są moje rzęsy.
Mimo, że metoda 1:1 nie jest zbyt "obciążająca", na moje rzęsy wpłynęło to dość niekorzystnie. Moje rzęsy były bardzo cienkie, krótkie i nie wyglądały zdrowo.
Nadszedł dzień, w którym znalazłam "odżywkę" idealną. Mowa o serum przyspieszającym wzrost rzęs "Long4Lashes". Producent zapewnia nas, że jedno opakowanie ma wystarczyć nam na pół roku. Tyle też ma trwać pełna kuracja. Następnie należy zakupić kolejne opakowanie i stosować serum nie codziennie jak było do tej pory, ale co najmniej 2 razy w tygodniu dla utrwalenia efektu.
W moim przypadku mija właśnie czwarty miesiąc i serum już naprawdę się kończy. Być może zbyt obficie ją aplikowałam. Aplikacja tej odżywki wygląda mniej więcej tak jak robienie kreski eyelinerem, czyli nakładamy niezbyt obfitą warstwę na linię górnych rzęs codziennie wieczorem. Efekt będzie zauważalny już po około miesiącu. Rzęsy stają się naprawdę dużo zdrowsze, są grubsze, dłuższe, nabierają naturalnego ciemnego koloru. Po trzech/czterech miesiącach regularnego stosowania, moje rzęsy wyglądają jak po przedłużaniu rzęs metodą 1:1.
Odżywkę "Long4Lashes" możecie zakupić w swojej aptece lub w drogeriach Rossman. Ja zamawiałam swoje serum z apteki doz.pl. Zapłaciłam ok. 45 zł, a realizacja zamówienia nie trwała dłużej niż 12 godzin. Cena w Rossmanie to ok. 80 zł. //Martyna
Niestety te "odżywki" nie działały. Postanowiłam skorzystać z przedłużania/zagęszczania... mam na myśli rzęsy metodą 1:1. Chciałam, aby wyglądały w miarę naturalnie. Efekt jak najbardziej był świetny. Podobało mi się. Po miesiącu zaczęły wypadać, zastanawiałam się nad uzupełnieniem, ale doszłam do wniosku, że poczekam do momentu kiedy wypadną i sprawdzę w jakiej kondycji są moje rzęsy.
Mimo, że metoda 1:1 nie jest zbyt "obciążająca", na moje rzęsy wpłynęło to dość niekorzystnie. Moje rzęsy były bardzo cienkie, krótkie i nie wyglądały zdrowo.
Nadszedł dzień, w którym znalazłam "odżywkę" idealną. Mowa o serum przyspieszającym wzrost rzęs "Long4Lashes". Producent zapewnia nas, że jedno opakowanie ma wystarczyć nam na pół roku. Tyle też ma trwać pełna kuracja. Następnie należy zakupić kolejne opakowanie i stosować serum nie codziennie jak było do tej pory, ale co najmniej 2 razy w tygodniu dla utrwalenia efektu.
W moim przypadku mija właśnie czwarty miesiąc i serum już naprawdę się kończy. Być może zbyt obficie ją aplikowałam. Aplikacja tej odżywki wygląda mniej więcej tak jak robienie kreski eyelinerem, czyli nakładamy niezbyt obfitą warstwę na linię górnych rzęs codziennie wieczorem. Efekt będzie zauważalny już po około miesiącu. Rzęsy stają się naprawdę dużo zdrowsze, są grubsze, dłuższe, nabierają naturalnego ciemnego koloru. Po trzech/czterech miesiącach regularnego stosowania, moje rzęsy wyglądają jak po przedłużaniu rzęs metodą 1:1.
Odżywkę "Long4Lashes" możecie zakupić w swojej aptece lub w drogeriach Rossman. Ja zamawiałam swoje serum z apteki doz.pl. Zapłaciłam ok. 45 zł, a realizacja zamówienia nie trwała dłużej niż 12 godzin. Cena w Rossmanie to ok. 80 zł. //Martyna
sobota, 3 grudnia 2016
#1 Wolnym okiem
Jestem zwykłą dziewczyną, nie mieszkam w willi, nie mam dużo pieniędzy, nie posiadam swojej działalności, ale mam za to wartość którą czasami łatwo zatracić w natłoku sukcesów i obowiązków- wrażliwość- czy ty też ją masz?
Przyznaj się, jeśli widzisz bezdomnego który prosi o pieniądze na jedzenie, czy nie przychodzi ci przez myśl, że on może być pijakiem i nie warto mu pomagać, albo jeśli widzisz niewidomą, pomyślałeś/aś żeby ustąpić miejsca w autobusie, pomóc wejść po schodach, przejść przez przejście?....Ty, właśnie ty który/a to czytasz zastanawiałeś/aś się kiedyś jak na prawdę się zachowujesz?
Nie ustąpisz miejsca bo uważasz, że ty też masz prawo siedzieć, też jesteś zmęczony/a, nie pomożesz przejść przez przejście bo twierdzisz, że taka osoba powinna sobie radzić sama....
Przyznaj się, jeśli widzisz bezdomnego który prosi o pieniądze na jedzenie, czy nie przychodzi ci przez myśl, że on może być pijakiem i nie warto mu pomagać, albo jeśli widzisz niewidomą, pomyślałeś/aś żeby ustąpić miejsca w autobusie, pomóc wejść po schodach, przejść przez przejście?....Ty, właśnie ty który/a to czytasz zastanawiałeś/aś się kiedyś jak na prawdę się zachowujesz?
Nie ustąpisz miejsca bo uważasz, że ty też masz prawo siedzieć, też jesteś zmęczony/a, nie pomożesz przejść przez przejście bo twierdzisz, że taka osoba powinna sobie radzić sama....
Ja też taka byłam... Uważałam, że każdy ma swoje nieszczęścia i swoje problemy. Myślałam "Po co się wtrącać jeszcze będę musiała pomóc?"
Dopiero teraz kiedy zdałam sobie sprawę jak wiele ludzi pomaga mi w moich trudnych chwilach, bezinteresowanie, poczułam, że to ma sens. Kiedy widzę biednego zwierzaka który został porzucony dzownie na straż miejską, kiedy bezdomny prosi mnie o 5 złoty to podaruje je zawsze, kiedy widze niewidomego pomagam mu. To proste czynności przez które możemy poczuć się o wiele lepiej, a tak niewiele potrzeba.
Dzisiaj pomogłam starszej pani która pośliznęła się na lodzie. Nie mówię tego żeby się pochwalić. Uśmiech który rysował się na jej twarzy był oznaką wdzięczności, bo przecież każdy przechodził obok... Lubie pomagać choćby właśnie dla takich sytuacji...
Nie jestem idealna, mam wady, czasami też dopada mnie znieczulica ludzka też miewam złe dni, ale to przechodzi.
A ty? Jaki/a jesteś? Pomagasz czy się wstydzisz? Odpowiedz sobie na to pytanie, stań przed lustrem i zastanów się nad tym. W tym świecie bardzo łatwo stać się zepsutym podążającym za karierą człowiekiem. Jeśli taki/a jesteś zmień coś w sobie, wtedy zauważysz jaki świat jest cudowny, a ludzie nie tacy straszni jak ci się wydaje....
__________________________________________
Zaczynamy cykl "przemyśleń" jak wam się podoba?
Tematyka luźniejsza również powróci :)
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Powrót kinomana !
Mój powrót na bloga czas zacząć. Dawno nie było nowości z mojej strony, ponieważ w moim życiu zrobiło się małe zamieszanie było trochę odpoczynku, trochę pracy (ale o tym wkrótce), dużo stresu związanego ze studiami i tak w kółko.
Ten kto obserwuje mnie na snapie bądź instagramie ten wie, że przez cały czas w ramach odprężenia chodziłam do kina (czyli prawie codziennie). No i nadszedł ten moment, kiedy zabrakło filmów w kinie, przynajmniej tych które były godne uwagi. Wtedy pojawił się ogromny smutek. Przy okazji dodam, że nie znam drugiej takiej osoby, która uwielbiałaby kino tak jak ja, może poza moim chłopakiem, ale czasem chyba jednak go zmuszałam do chodzenia na niektóre filmy. Obejrzałam większość filmów, która do tej pory jest w kinach, na niektóre niestety nie udało mi się pójść ze względu na to, że były o bardzo wczesnych porach przynajmniej jak dla mnie, ponieważ nie lubię wychodzić z kina, kiedy jest jeszcze jasno.
Teraz postaram się podsumować moje wrażenia z poszczególnych produkcji.
Zacznijmy może od kina grozy. Udało mi się pójść na dwa horrory "Obecność 2" oraz "Kiedy gasnął światła". "Obecność 2" podobała mi się, była dość straszna, ale chyba w skali mojej straszności wypadła średnio w porównaniu z pierwszą częścią. Być może dla innych była bardzo straszna, ale po tej ilości horrorów jaką oglądałam mało co może mnie zaskoczyć. Natomiast "Kiedy gasnął światła" to dopiero był strzał w dziesiątkę. Przyznam się, że kilka razy nawet podskoczyłam ze strachu. Jeśli ktoś lubi kino grozy jak najbardziej polecam. No i oczywiście zakończenie zupełnie nie przewidywalne.
Teraz czas na resztę filmów takich jak "Sausage Party", "Randka na weselu", "Złe mamuśki",
"Śmietanka towarzyska", "183 metry strachu", "Legion samobójców", "Iluzja 2" i uwierzcie mi, ale naprawdę nie pamiętam co jeszcze. Mam zwyczaj zbierania biletów, ale po zrobieniu zdjęcia kupki biletów (możecie zobaczyć je na instagramie - marvveell) zaginęły.
"Sausage Party"- jak film, którego współtwórcą był Seth Rogen może być nie śmieszny? No właśnie, dlatego polecam go z całego serca. Mam tylko taką cichą nadzieję, że żadna nieświadoma sprośności filmu babcia nie pójdzie z wnukami na tę produkcję z myślą, że to bajka o "gadającym jedzonku".
"Randka na weselu"- byłam na tym filmie tylko z tego względu, że jedna z głównych postaci była Aubrey Plaza, którą pokochałam w filmie "Zaliczona". Czy się zawiodłam? Zdecydowanie nie, zdarzały się wątki, gdzie było widać że film jest trochę przeciągany na siłę, ale nie rzucało się to specjalnie w oczy.
"Złe mamuśki" to świetna komedia. Uwielbiam Mile Kunis nie dość, że jest naprawdę piękna to w dodatku ma talent. Najbardziej przekonałam się do niej w filmach "To tylko seks" i "Ted", ale w "Złych mamuśkach" zaprezentowała się naprawdę genialnie, aż mam ochotę obejrzeć to ponownie.
"Śmietanka towarzyska"- mogę powiedzieć, że nie było źle, ale drugi raz nie obejrzałabym tego filmu. Woody Allen jest naprawdę świetnym twórcą, którego ubóstwiam. Natomiast ten film mimo klimatu, który kocham nie przypadł mi, aż tak do gustu..
"183 metry strachu"- znowu na ekranie pojawia się Blake Lively, żona jednego z najbardziej pożądanych i przy okazji jednego z moich ulubionych aktorów, Ryana Reynoldsa. Niestety film był średni, bardzo chciałam zobaczyć ten film, ponieważ myślałam po obejrzeniu zwiastunu, że to będzie całkiem niezłe, ale się rozczarowałam. Film ciągnął się niczym "Ocean strachu", jednak mimo tego byłam ciekawa zakończenia.
"Legion samobójców"- czekałam na ten film masakrycznie długo, zapowiedzi były genialne, ale film był po prostu dobry. Ostatnio zastanawiałam się czego tak naprawdę brakowało mi w tym filmie i doszłam do wniosku, że było naprawdę za mało wątków z Jokerem, w którego tym razem wciela się Jared Leto. Wiem jak długo Jared przygotowywał się do tej roli i nie za bardzo wierzę w to, że włożył tyle pracy, aby być na ekranie łącznie przez ok.5 minut, a szkoda bo film z większą ilością Jokera miałby na pewno więcej uroku.
"Iluzja 2"- podobnie jak pierwsza część zaskakuje na każdym kroku i jest nieprzewidywalna. Film naprawdę genialny, a zakończenie jeszcze bardziej genialne. Daniel Radcliffe w odsłonie psychopatycznego bękarta też sprawdził się całkiem nieźle.
Teraz wybieram się na "War Dogs" jest to film reżysera trylogii "Kac Vegas", więc mam nadzieję, że się nie rozczaruję. // Martyna
Zapraszam na:
Snapa - marvelll666
Instagrama - marvveell
Snapa - marvelll666
Instagrama - marvveell
niedziela, 21 sierpnia 2016
Pod lupą: Catrice
Jesień zbliża się wielkimi krokami. Co za tym idzie również, przynosi mam jesienną chandrę. Szare,smutne i bez wyrazu dni będziemy ratować makijażem.
Jak każda z nas doskonale wie okres jesienny jest również widoczny na naszej cerze. Opalenizna powoli schodzi, a brzydka pogoda przyprawia nas o zły humor i zmęczenie, brak nam wigoru.
Dobrze ponarzekałam sobie troszkę :)
Wiele z was pewnie zastanawia się jak dobrze ukryć oznaki niewyspania,zmęczenia i chyba znalazłam korektor idealny.
Catrice liquid camouflage jest dostępny w dwóch odcieniach: 010, 020. Producent zapewnia, że produkt jest wodoodporny. Nie miałam okazji tego sprawdzić na szczęście, ale jesienią pewnie wiele razy nadarzy mi się okazja.
Jeśli chodzi o trwałość produktu mogę zapewnić,że nie zmywa się po godzinie. Dodatkowym atutem jest to, iż nie podkreśla zmarszczek mimicznych pod oczami.
Według mnie korektor ma średnie do pełnego krycia, ale to zależy również od waszych cieni pod oczami. Jest to produkt zastygający, a więc pamiętajcie o tym aby zawsze przed użyciem nałożyć jakiś nawilżający krem pod oczy.
Dzisiaj skupie się na marce Catrice.
Produkt który również mnie zachwycił i mogę z przekonaniem powiedzieć, że jest to mój ulubieniec to beautyfying lip smoother.
Nie poszłam kupić go specjalnie w drogerii. Natknęłam się na gazetę z takim dodatkiem więc po nią sięgnęłam. Koszt tego balsamu to ok. 15 złoty. Jest to balsam odświeżający makijaż. Nie jest to płynna pomadka.
Producent obiecuję iż jest to upiększający wygładzający balsam do ust uzupełni każdy naturalny
makijaż. Subtelne pastelowe różowe i nude odcienie z błyszczącym
wykończeniem zapewnią miękkie wykończenie i sprawią, że usta wyglądają
na bardzo zadbane.
Wygodny aplikator i praktyczna tubka sprawiają, że stosowanie tego produktu to prawdziwa przyjemność jest dostępny w 3 odcieniach. Co do aplikatora jest strasznie niehigieniczny, ale tylko do tego mogę się przyczepić. Rzeczywiście wygląda gładko i delikatnie na ustach, a dodatkowo chroni nam nasze usta przez wysuszeniem.
Wygodny aplikator i praktyczna tubka sprawiają, że stosowanie tego produktu to prawdziwa przyjemność jest dostępny w 3 odcieniach. Co do aplikatora jest strasznie niehigieniczny, ale tylko do tego mogę się przyczepić. Rzeczywiście wygląda gładko i delikatnie na ustach, a dodatkowo chroni nam nasze usta przez wysuszeniem.
Marka Catrice pozytywnie mnie zaskoczyła. Na pewno nie koniec mojej przygody z tymi kosmetykami...Jeśli zakupie nowe, na pewno podzielę się z wami opinią.//Natalia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






